Zwycięska Liga

- Categories : Bartosz Borowicz , Cozmobike Team

Wyścigi takie jak w Zabieżkach przygotowany przez M Ligę, to jeden z tych momentów, kiedy absolutnie zapominasz, że ścigasz się 40 minut od domu.

Góra-dół, prawo-lewo, single, piach, gęsty las. Momentami trzeba było naprawdę się skupić, żeby nie wyrżnąć w drzewo lub inny niespodziewanie pojawiający się element naturalny.

Natomiast moje skupienie na trasie i strzałkach było tym razem bardziej niż ekstremalne… Trasa była niezłym wyzwaniem dla znakującego – ale spisał się. Poza szlakiem spędziłem pewnie łącznie z 10 metrów :P

Początek szybki i tłoczny. Pierwsze kilometry akurat na rozgrzewkę i złapanie pierwszej zadyszki. Pomału, wraz z kolejnymi kilometrami grupa się kurczyła. Nie byłem tego dnia zbyt pewny swojej dyspozycji. Nie czułem nogi, samopoczucie było raczej przeciętne.

Kiedy zaczęła się najciekawsza część pierwszej pętli, trochę podkręciłem tempo. Podusiłem kilka podjazdów. Pomagał Łukasz Góralewski (KK Catena Wyszków), który dysponuje na szybkich fragmentach ponadprzeciętnymi możliwościami.

Tym sposobem została nas czwórka (wraz z Adamem Andrzejczukiem z iFon KolarzKlub oraz Łukaszem Woźnicą z Damovo Bike Team).

Kolejne kilometry dawały w kość. W pewnym momencie zniknął jadący z tyłu Łukasz Woźnica.

Tak oto została nas trójka – podium wyścigu. Kwestią do rozstrzygnięcia była kolejność  : )

Wjeżdżając na drugą pętlę, znaliśmy już jej cały charakter i niespodzianki. Wiedziałem już, że jedyna szansa dla mnie to ataki i próba odjechania w środkowej części, gdzie nagromadzona była cała masa krótkich, ale trzymających podjazdów. Również „noga się określiła” - koncepcja mogła się udać.

No to siup!

Pełen palnik na każdym większym wzniesieniu i dokręcanie po nim. Bolało, ale udało się odczepić świetnie jadącego Adama.

Na polu bitwy pozostał przeciwnik potężnego kalibru. Robiłem co mogłem, przeginając momentami. Przyniosło to efekt, bo Łukasz zakomunikował kapitulację.

Jednak w tej głowie dużo siedzi… Dostałem drugiej energii, mocy. Zacząłem dokręcać jeszcze bardziej, odjechałem. Całe szczęście zostało jeszcze kilka soczystych kilometrów, gdzie mogłem budować przewagę. Ostatnie kilometry trasy były już bardzo szybkie i mało ciekawe. Tam już nic bym nie wskórał.

Ciekawe, że to właśnie te ostatnie kilometry po szutrze, piachu i leśnej ścieżce sprawi mi największy ból i trudność. Oj, byłem tu już totalnie wyjechany. Patrzyłem tylko na Waty, żeby utrzymywać je w jakimś sensownym zakresie. I na strzałki! ;)

Na metę wpadłem na solo, co zawsze jest mega satysfakcjonujące.

Po ostatnich, różnych perypetiach w Łodzi czy Wysokim, fajnie było w końcu poczuć smak zwycięstwa. Chyba naprawdę zasłużony, bo ciężko wypracowany.

Trasa świetna, konkurencja konkretna, wyścig przedni.

Na zakończenie pierwszej połowy sezonu szykuje się niezły łomot… Ale o tym w przyszłym tygodniu ;)

Share this content

Dodaj komentarz

  • Register

New Account Register

Already have an account?
Log in instead Lub Reset password