Czy niespełna godzinę drogi od Warszawy można zrobić naprawdę dobry wyścig, na którym użycie roweru MTB nie jest przesadą? M Liga nie zawodzi w tych kwestiach i znów udowadnia, że pod nosem, na płaskoziemiu, można naprawdę dobrze się bawić.
Tym razem placem zabaw był Zgierz nad Łodzią. Łódź brzmi dobrze! Jest znakiem jakości, certyfikatem niezłego zajazdu. Tutejsze trasy w obrębie Lasu Łagiewnickiego nigdy się nie nudzą. Przyjeżdżam tu chyba na każdy możliwy wyścig.
Zgierz jednak to już inny kierunek, niespełna 15 km na północny-zachód. Tego jeszcze nie grali.
Mapa trasy była ciekawa, wprowadzała w konsternację. Roller-coster rodem z XC znany z tych terenów, przerywany długimi kreskami od linijki. 3 takie pętle po 22km. To fajnie. Zawsze uważałem, że nie mogąc pozwolić sobie na kilkadziesiąt kilometrów ciekawej, niepowtarzanej, ciężkiej trasy godnej MTB warto skupić się na mniejszym, ale ciekawym obszarze. Zrobić 2-4 pętle i zabawa na całego. Takie XC w formie maratonu. Dla mnie bomba, ciekawa odmiana.
Trasa w praktyce była… Specyficzna. Początek każdej pętli stanowiły interwały, dynamika, hopki, zmiany nawierzchni. Zaczynało się dobrze! Potem dłuższa chwila na szybszych fragmentach i możliwość przypomnienia sobie, ile daje jazda na kole.
Połowa pętli znów podwyższała tętno do maksymalnych wartości i gwarantowała już poważniejszy teren, gdzie śmiało można było się wykazać przygotowaniem i umiejętnościami.
Potem niestety sporo asfaltu, szutru i pola, ale…
Na koniec każdego okrążenia pozostawał deser w postaci kolejnej sekcji MTB. Ostatnie kilometry były ostatecznym filtrem formy i skupienia.
Sama rywalizacja była naprawdę ciekawa i inna niż zakładałem.
Prawie całe pierwsze okrążenie prowadził junior z KS Hurta Łęczyca. Narzucił naprawdę imponujące tempo, co dla naszej szybko wyodrębnionej czołówki wyścigu było świetnym prezentem. Nie uznawał zmian, bo żadna nie była godna. Chyba znał trasę no i odsiał najmocniejszych tego dnia błyskawicznie.
Nie wiem czy mogę już nazwać się „starym lisem”, ale tego typu jazdę szybko wyceniłem na 1, max 1,5 okrążenia dla naprawdę utalentowanego juniora. W połowie pętli już jednak zacząłem zauważać coraz większą ilość błędów i mniejsze skupienie, co w końcu przełożyło się na poważną pomyłkę trasy zawodnika. Błyskawicznie do nas doskoczył co prawda, ale skończyło się odcięciem. Chyba, bo nagle po prostu zniknął.