Zaskakująca M Liga w Zgierzu

- Categories : Bartosz Borowicz , Cozmobike Team

Zaskakująca M Liga w Zgierzu

Czy niespełna godzinę drogi od Warszawy można zrobić naprawdę dobry wyścig, na którym użycie roweru MTB nie jest przesadą? M Liga nie zawodzi w tych kwestiach i znów udowadnia, że pod nosem, na płaskoziemiu, można naprawdę dobrze się bawić.

Tym razem placem zabaw był Zgierz nad Łodzią. Łódź brzmi dobrze! Jest znakiem jakości, certyfikatem niezłego zajazdu. Tutejsze trasy w obrębie Lasu Łagiewnickiego nigdy się nie nudzą. Przyjeżdżam tu chyba na każdy możliwy wyścig.

Zgierz jednak to już inny kierunek, niespełna 15 km na północny-zachód. Tego jeszcze nie grali.

Mapa trasy była ciekawa, wprowadzała w konsternację. Roller-coster rodem z XC znany z tych terenów, przerywany długimi kreskami od linijki. 3 takie pętle po 22km. To fajnie. Zawsze uważałem, że nie mogąc pozwolić sobie na kilkadziesiąt kilometrów ciekawej, niepowtarzanej, ciężkiej trasy godnej MTB warto skupić się na mniejszym, ale ciekawym obszarze. Zrobić 2-4 pętle i zabawa na całego. Takie XC w formie maratonu. Dla mnie bomba, ciekawa odmiana.

Trasa w praktyce była… Specyficzna. Początek każdej pętli stanowiły interwały, dynamika, hopki, zmiany nawierzchni. Zaczynało się dobrze! Potem dłuższa chwila na szybszych fragmentach i możliwość przypomnienia sobie, ile daje jazda na kole.

Połowa pętli znów podwyższała tętno do maksymalnych wartości i gwarantowała już poważniejszy teren, gdzie śmiało można było się wykazać przygotowaniem i umiejętnościami.

Potem niestety sporo asfaltu, szutru i pola, ale…

Na koniec każdego okrążenia pozostawał deser w postaci kolejnej sekcji MTB. Ostatnie kilometry były ostatecznym filtrem formy i skupienia.

Sama rywalizacja była naprawdę ciekawa i inna niż zakładałem.

Prawie całe pierwsze okrążenie prowadził junior z KS Hurta Łęczyca. Narzucił naprawdę imponujące tempo, co dla naszej szybko wyodrębnionej czołówki wyścigu było świetnym prezentem. Nie uznawał zmian, bo żadna nie była godna. Chyba znał trasę no i odsiał najmocniejszych tego dnia błyskawicznie.

Nie wiem czy mogę już nazwać się „starym lisem”, ale tego typu jazdę szybko wyceniłem na 1, max 1,5 okrążenia dla naprawdę utalentowanego juniora. W połowie pętli już jednak zacząłem zauważać coraz większą ilość błędów i mniejsze skupienie, co w końcu przełożyło się na poważną pomyłkę trasy zawodnika. Błyskawicznie do nas doskoczył co prawda, ale skończyło się odcięciem. Chyba, bo nagle po prostu zniknął.

I tu wyścig wszedł w fazę drugą, czyli już równą, ale mocną jazdę z Adamem Andrzejczukiem (iFON KolarzKlub) oraz Arturem Mioduszewskim (Damovo Bike Team). Jedyne miejsca gdzie mogłem coś podkręcić z sensem były „sekcje XC”. Na fragmentach płaskich coś mi nie szło.

Udało się odczepić Artura. Adam tego dnia prezentował się świetnie, nie za bardzo miałem argumenty, żeby zrobić coś konkretnego.

Uznałem, że ostatnie, 3-cie okrążenie będzie najsensowniejsze do jakiś prób odjazdu. Zakładałem też opcję fniszu, bo zawijasy przed kreską były świetne do końcowej walki.

 

Lubię w tak dynamicznych wyścigach to, że tu naprawdę warto nauczyć się czytać wyścig i rywali. Tu nie walczy się z samym sobą na górskich szlakach. Tu można przerżnąć wyścig będąc teoretycznie najmocniejszym. Czasem wybór odpowiedniego momentu na atak decyduje o sukcesie lub porażce.

Takim sygnałem może być nawet przypadek. Adam w pewnym momencie wyszedł przede mnie na dłuższym podjeździe. Założyłem, że chce zacząć późniejsze sekcje techniczne jako pierwszy. Ja miałem jednak podobny zamysł, więc poprawiłem. Przy okazji lekko dokręcając. Ta z pozoru niewinna, kilkusekundowa wymiana miejsc pokazała jednak, że rywal na chwilę został, osłabł.

 

Nie dał się zgubić na singlach, bo jechał je lepiej niż ja, ale kilka kolejnych sztywnych podjazdów wykorzystałem dobrze. Niestety na dłuższym odcinku przelotwym Adam szybko do mnie doszedł, mi się Wat’y coś nie sklejały. Wypuściłem kolegę na prowadzenie i niestety w pewnym momencie przegapił skręt. Niby kilka sekund, nieduża strata. Nie uciekałem, trzymałem równe tempo sprzed Jego pomyłki. Widziałem, ze tym razem dystans między nami nie zmniejsza się. Czekać? Atakować? Trwało to już chwilę, więc wybrałem jednak drugą opcję i zmusiłem nogi do generowania przyzwoitej mocy na tych cholernych przelotówkach z wmordewindem. Szybko zyskałem przewagę, którą ugruntowałem na kolejnej sekcji czysto terenowej.

 

Wyścig wygrywam Open na najdłuższym dystansie. Umordowałem się solidnie, bawiłem dobrze. Pełen sukces się znaczy.

 

Do końca sezonu jeszcze tylko 3 starty. W najbliższy weekend oraz w przyszłym miesiącu soczyste ściganie w ramach MTB Cross Maraton, no i oczywiście ostatnia edycja M Ligi za 2 tygodnie.

 

Mam nadzieję, że forma wypracowywana do MP dotrzyma do końca sezonu ;)

Cozmo Bike Team

Share this content

Dodaj komentarz

  • Register

New Account Register

Already have an account?
Log in instead Lub Reset password