W drugie lewo!

- Categories : Bartosz Borowicz , Cozmobike Team

Wyścig w Łodzi miał być pierwszym ważniejszym w kalendarzu. Tu zawsze jest solidne ściganie na soczystych, interwałowych trasach. M Liga ze swoimi ambicjami już w zeszłym roku pokazała co można w ,,Łagiesach,, nakręcić. Tym razem mieli docisnąć śrubę jeszcze bardziej – 84 km na tych trasach oznaczało naprawdę solidny wycisk !

Pogoda akurat tego dnia nie rozpieszczała… 5*C to zdecydowanie nie moje warunki. Nie czułem się zbyt komfortowo, trzęsąc się jak osika przed startem. Rozgrzewka psu w ogon, szczególnie, że zaliczyliśmy kilkanaście minut opóźnienia w starcie (coś często się to zdarza organizatorom…).

To jednak nie był największy problem, jak się okazało : P

Po starcie ciężko było się rozgrzać, mimo żwawego tempa pierwszej, licznej grupy. Kilka pierwszych kilometrów prowadził lokalny zawodnik, świetnie przecierając zawiłości trasy.

Chcąc jednak nieco podkręcić tempo, przejąłem pałeczkę. Jechało nas kilkanaście osób. Już w pierwszej fazie wyścigu, korzystając z charakterystyki trasy bardzo mi odpowiadającej, chciałem nieco uszczuplić grupę.

Nooo… Powiedzmy, że się udało : P

Na trzynastym kilometrze był rozjazd dystansów. Następował on po krótkim, ale stromym i wymagającym skupienia zjeździe. Od razu po nim trzeba było pokonać drewniany (często śliski) mostek. Za nim opcja tylko w prawo lub lewo. Inaczej w drzewo!

Idąc piecem, mając na plecach kilkunastu chłopa rwących do przodu, skupiając się na szybkiej jeździe, wychwyciłem wzrokiem strzałkę kierującą w lewo.

Tak też skręciłem, a za mną wszyscy towarzysze niedoli. Po chwili jedynie Łukasz Góralewski (K.K. Catena Wyszków) miał wątpliwość co do kierunku jazdy. Niezbyt jednak dociekaliśmy prawdy, ponieważ dosłownie po kilkunastu sekundach trafiliśmy na ,,swoje,, , niebieskie strzałki.

Niestety, po kolejnych kilometrach wyścigu, dojeżdżając do miasteczka wyścigu, wiedzieliśmy, że jest fakap… Na rozjeździe należało skręcić w prawo. Ops…

No cóż, nadrobione extra 8 km i 18 minut nie pozostawiało złudzeń… Po wyścigu.

Wraz z Łukaszem Góralewskim oraz Łukaszem Gukiewiczem (3Gravity Bike Team) wróciliśmy do punktu pomyłki (rozjazdu) i stamtąd zaczęliśmy szaleńczą pogoń.

Całą, właściwą już pierwszą pętlę najdłuższego dystansu cisnęliśmy by choć spróbować dojść kogoś z czuba. Przy rozpoczynaniu drugiej pętli znajomy krzyknął, że mamy z dobre 15 minut w plecy…

Morale opadły, sen o sławie prysnął. Łukasz Góralewski zjechał do boksu, a ja wraz z drugim Łukaszem jeszcze pocisnęliśmy. Dla zabawy, treningu i korzystania z tak fajnej trasy.

Dokręciliśmy pętlę krótkiego dystansu i tyle naszego.

Wielka szkoda, głupia pomyłka, niesmak i głód.

Ale tak to bywa na wyścigach. Cała trasa, pomimo swojej zawiłości i złożoności oznaczona była świetnie. Nie było ani jednego miejsca wątpliwości.

Niestety w tym jednym miejscu, krytycznym na każdym chyba wyścigu, jakim jest rozjazd dystansów, zabrakło uwagi. Ta była skoncentrowana na prędkości i bezpiecznym pokonaniu trudniejszej sekcji.

Najbardziej szkoda tych kilkunastu osób, które polecały za mną jak dziki w żołędzie.

To pokazuje jednak, jak bardzo teoria pozostaje teorią. Tak – znam regulamin cyklu, wiem jaki kolor strzałek mnie obowiązuje, rozumiem, która pokazuje w prawo, a która w drugie prawo. Wiem, że w tym miejscu było sporo strzałek, ale… Teoria teorią, a realia wyścigu w czołówce to nieco inna sprawa. Dlatego lubię, gdy w takich newralgicznych miejscach jak rozjazdy dystansów, znajduje się dużo bardzo widocznych oznaczeń, tablic i człowiek (wiedzący o co kaman), który kieruje. Tak, wiem – brzmi jak przesada. Ale tylko dla tych, którzy po prostu jadą za wolno ;)

Share this content

Dodaj komentarz

  • Register

New Account Register

Already have an account?
Log in instead Lub Reset password