Kwatera. Taka nazwa dla naszego wczasowego lokum to prawie jak obelga, bowiem panująca tu atmosfera przypomina raczej wakacyjny pobyt u kochanej babci lub cioci. Gospodarzami jest starsze małżeństwo, które widać chociażby po roślinach rosnących w ogrodzie, że dba o ten kawałek raju na ziemi już kilka dekad.

Duży dom położony 430 metrów nad poziomem morza, z dość trudnym, długim i stromym podjazdem. Wymaga adaptacji logistycznej, ponieważ najbliższe sklepy oddalone są o ok 20 minut jazdy samochodem, więc gdy się okaże, że czegoś potrzeba na szybko do obiadu to lepiej znaleźć alternatywę dla potrzebnego produktu z naszej lodówki lub wymyśleć inne danie.

Gospodarze radzą sobie z odseparowaniem od cywilizacji trochę inaczej, bo mają swoje liczne uprawy warzyw, ziół i owoców-którymi Nas częstowali, hodują kury, a w okolicznych lasach rosną drzewa kasztanowca jadalnego w ilościach nie do przejedzenia o tej porze roku(październik).
Domyślać się mogę, że czasem pozyskują dziczyznę w postaci dzików, które można wieczorami spotkać przy drodze, a do których strzelają tutaj okoliczni myśliwi. Często znaleźć można leżące przy szlakach łuski po kulach, jak również usłyszeć same wystrzały.
Domu pilnują 3 koty oraz czasem pomaga im starutki i ślepy piesek przypominający pekińczyka lub shih tzu, którego właściciel wyprowadza na spacer kierując go bambusowym patykiem, aby biedaczysko nie zbłądziło.
Na działce znajduje się sprytnie skonstruowany grill, działający tak dobrze, że chyba wykonam taki dla siebie na własnej posesji.
Dla osób korzystających z domu w zimniejszych miesiącach proponuję skorzystać z kozy na drewno, która nie tylko ogrzeje, ale zrobi również miły i ciepły nastrój wieczorową porą.
Nasze rowery typu e-bike trzymaliśmy na dole w salonie, chociaż bez obaw, że zostaną skradzione, można je parkować na dworze - po prostu dom stoi prawie na krańcu świata- nawet nawigacja nas źle doprowadziła za pierwszym razem. Nie jest to miejsce adresowane pod rowerzystów enduro, chociaż ja mocno polecam z uwagi na niespotykany dotąd sielankowy klimat.
Do dyspozycji otrzymaliśmy również miejsce, gdzie mogliśmy przetestować myjkę ciśnieniową muc-off. Zwykle do mycia rowerów nie poleca się wody pod ciśnieniem, ale tutaj działa to inaczej niż na zwykłej myjni dedykowanej dla samochodów. Ciśnienie jest nie wielkie, raczej taka kierunkowa mgiełka. Sprzęt sprawdził się idealnie w szczególności w kwestii umycia amortyzatorów i ich wrażliwych uszczelek oraz elektroniki napędzającej rowery typu e-bike.
Pod kątem nie tylko rowerowym, muszę wspomnieć o temperaturze ok 20 stopni, która dla większości Polaków będzie na pewno przyjemna w szczególności, że to góry w końcówce października.

W tym samym czasie w "Finale" jest o około 3 stopnie więcej, jednak wybierając się w wysokie góry, a takie mamy plany, musimy zabrać kurtki przeciw wiatrowe np. FOX DEFEND 3L WATER. Pisząc wysokie góry mam na myśli, szczyt "Monte galero" 1708 metrów lub "Cima di Pertega" 2404 metry lub wyższe, ale nie wiem, czy uda mi się chłopaków do tego namówić ........ Może mi się to nie udać, gdyż Michał z Anią wczoraj z końcem dnia niestety musieli już wrócić do Polski, Maciek narzeka na plecy, a Łukasz miał nie małą wywrotkę i łokieć sobie mocno rozbił, ale optymistycznie patrząc mamy jeszcze kilka dni jazdy przed sobą.
Po dzisiejszym odpoczynku na plaży siły powinny wrócić Nam wszystkim -zobaczymy. :)