Dobra passa trwa

- Categories : Bartosz Borowicz , Cozmobike Team

Rozpęd trwa! W miniony weekend uda się zwyciężyć w mega wyścigu zorganizowanym przez MTB Cross Maraton w Miedzianej Górze. Ależ to była dobra trasa!

Często piszę o ocenie danego wyścigu wg. parametru soczystości trasy w stosunku do odległości od miejsca zamieszkania (okolice Warszawy, w moim wypadku). Po kilkunastu latach ścigania ma to już zasadnicze znaczenie. Nie wyrywa się na każdy wyścig jak leci. Raczej dobiera się je pod kątem jakości i wrażeń.

Niecałe 2 godziny – tyle wystarczyło, by przyjechać do Miedzianej Góry, gdzie organizator zafundował wyścig o długości 63 km i… 2300 m w pionie! Profil trasy mógłby być inspiracją dla najlepszych grzebieni do rozczesywania afro.

Było wszystko – podjazdy na tyle długie, by poczuć się jak w wyższych górach, siłowe, sztywne ścianki, single, trawersy, momenty dość wymagające i momenty na chwycenie za bidon.

Twarde, szybkie dukty, piachy, korzenie, kamienie, ziemia, glinka. Do wyboru, do koloru.

Choć wyścig rozgrywał się na najdłuższym dystansie na 3 pętlach i trwał (w moim wypadku / 1 Open) ponad 3,5 godziny – nie było ani sekundy nudy czy innego „daleko jeszczeee?!”.

Od startu do mety było co robić i polecam tą edycję z ta trasą każdemu, kto naprawdę chcę się sprawdzić na MTB.

Sam pomysł na wyścig miałem dość standardowy i raczej zachowawczy. 3 pętle – pierwsza czujna, zapoznawcza i bez nadaktywności, druga czujna i bardziej aktywna, trzecia - pełna moc, próby ataków.

Można uznać, że udało się plan zrealizować. Niemal całe pierwsze okrążenie prowadził Paweł Chrząszcz (KSPO Dentinea 1A), który ewidentnie chciał kontrolować wyścig i nadawać mu tępo. Na tyle dobre, że dość szybko została nas grupka kilu zawodników z 2 najdłuższych dystansów.

Na drugim okrążeniu zacząłem się jednak nieco aktywizować i sprawdzać karty rywali. Sprawdziłem jednak bardziej siebie – zdecydowanie nie czułem tego dnia pełnej świeżości, szybko zdecydowałem o dalszym, maksymalnym oszczędzaniu sił. Przed nami było jeszcze naprawdę dużo pracy.

Świetną dyspozycję pokazywał jednak Adam Andrzejczuk (IFON Kolarz Klub), który zaczął dokręcać tępo.

Pod koniec 2-giej pętli zostaliśmy we trzech. Początek każdej otwierał dość długi, równy, mocny podjazd. Zdecydowałem się tu nieco zaatakować i poprawić na zjazdach i dalszych bardziej dynamicznych sekcjach. Odjechaliśmy z Adamem, z którym jechałem już przez sporą część ostatniego okrążenia.

Czułem się dobrze, ale bez przesady. Liczyłem się z możliwością walki na ostatniej prostej, ale nie lubię doprowadzać do takich sytuacji. Wolałem zaatakować wcześniej.

Adam popełnił błąd na jednym z zakrętów, zostając za mną na kilkanaście sekund. Nie uznaję ataków w takich sytuacjach, jeśli rywal wcześniej współpracował na korzyść wspólnego odjazdu.

Kontynuowałem po prostu poprzednie tępo. Dystans jednak ani się nie zmniejszał, ani nie zwiększał. Po jakimś czasie zacząłem po prostu dokręcać na ściankach. Każda kolejna dawała wyraźną przewagę.

W końcu, nie wiem nawet w którym momencie wyścigu, udało się wypracować większą przewagę (bez kontaktu wzrokowego).

Nie było już łatwo utrzymywać swoje założenia, ale udało się!

„ŚLR” w Miedzianej Górze jechałem ostatnio w 2017 roku, jako wyścig przygotowujący do tych w ramach Pucharu Polski w XCM. Nie zapamiętałem tamtego dnia dobrze. Trasa była długa, zdecydowanie mniej ciekawa, poprowadzona gdzieniegdzie przez totalnie bezsensowne fragmenty.

Obecna forma trasy w Miedzianej Górze to inna liga. Wpisuję ją na listę tych najlepszych :-)

Najbliższa niedziela przeniesie mnie na trasy zgoła inne. Zdecydowanie szybsze i dynamiczniejsze. Widzimy się na zakończeniu cyklu M Liga?

Share this content

Dodaj komentarz

  • Register

New Account Register

Already have an account?
Log in instead Lub Reset password