DALLAS

- Categories : Bartosz Borowicz , Cozmobike Team

Drugi start tego roku w legendarnym ,,Dallas,,.

Owiana chyba największymi legendami trasa MTBCross Maraton w Daleszycach przywitała genialną pogodą i atmosferą. Wiele różnych opowieści słyszałem o tym wyścigu od lat. W końcu na sztywno wpisałem datę w kalendarz i udało się zapoznać ją osobiście.

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony trasa obfita w świetne, trudne i klimatyczne fragmenty, z drugiej cierpiąca na całe mnóstwo przecinek przez leśne ,,nic,,. Czyli przecinanie między drzewami, poza utartymi ścieżkami, po szaleńczo szeleszczących liściach i patykach.

Nie narzekam jednak, bo najczęściej w tych miejscach na utartych szlakach stało błoto.

Tego wbrew pozorom nie było dużo. Kumulowało się w pojedynczych miejscach, które można byłoby w większości ominąć. Tylko po co? Wyścig to wyścig, idzie się jak dzik w żołędzie ; ) Przy okazji Wilier posmakował konkretnej porcji świętokrzyskiego błota po raz pierwszy. Na pewno nie ostatni!

Jeśli o rowerze mowa. Z nowym Wilier Urta SLR już się chyba dotarliśmy. To dopiero drugi start co prawda, ale jedną rzecz mogę stwierdzić z całą pewnością. Jest to najlepiej podjeżdżający rower ever. Ta cecha zdecydowanie pomagała na trasie tego wyścigu, którego profil przypominał grzebyk. Podjazdy krótkie, ale konkretne.

Spokojna, systematyczna praca treningowa wchodzi dobrze. Czułem się rewelacyjnie na tej trasie, trzymając równe, mocne tempo. To stale staramy się podkręcać z trenerem.

Sam przebieg wyścigu mogę podzielić na trzy akty.

Start. Jak na ,,ŚLR,, przystało, raczej spokojny i z szacunkiem do trasy. Tempo na tyle jednak żwawe, że dość szybko wyodrębniła się pierwsza, mała grupka, która topniała z każdą hopką.

Żuber jedzie swój wyścig. Słusznie, co z dziećmi będzie się bawił… Na 9 tym kilometrze po prostu nam odjeżdża. Dwóch kolegów nie reaguje, ja także. Trzymając koło Adama musiałem generować stale >370 W. No ok., mogę, ale nie przez kolejne 3 godziny xD

Adam znika z horyzontu szybko. Jadę w 3 osobowej grupce, za nami również zupełnie pusto. Szybko się wyjaśniło.

Jeden z zawodników nadaje fajne, mocne, równe tempo, ładnie zjeżdża. Dobry lider naszego trio. Drugi kolega nieco spawa, jedzie na gumie. Ok., jakiś plan się rysuje.

Wyścigi MTB mają jednak to do siebie, że plany najczęściej można wsadzić między… Zębatki.

Prowadzący zawodnik rozcina oponę i po zabawie.

Kontynuuję jazdę poprzednika: dość mocno, ale jeszcze w strefie komfortu i kontroli. Paweł Galik (SST Lubcza) trzyma koło, ale wykorzystuję przewagę na zjazdach i dokręcam na podjazdach. Zostaję sam. I tak już do mety. Równo, mocno i do przodu.

Noga podawała świetnie, trasa mi sprzyjała. Na ostatnich 15 km dostałem jeszcze skrzydeł i zacząłem naprawdę mocno dociskać.

Na metę wpadam z zapasem, czyli nie doszacowałem. To dobrze wróży. 2 Open, 1 w kategorii. Wygenerowałem sporą, prawie 5-cio minutową przewagę nad Pawłem. Kolejni zawodnicy dwukrotnie dalej. Dobrze było!

Ale patrząc na stratę do zwycięskiego Adama cała radość znika. 10 minut to deklasacja totalna xD No cóż, trzeba znać swoje miejsce…

Najbliższy start po majówce na epicko szykującą się M Ligą w Łodzi. Ponad 80 km i 1600 m… To będzie bolało.

Share this content

Dodaj komentarz

  • Register

New Account Register

Already have an account?
Log in instead Lub Reset password