Wygrałem i przegrałem jednocześnie. Jak to możliwe?

Bartosz Borowicz

W niedzielę odbył się trzeci wyścig z serii M Liga - mojego ulubionego z tych organizowanych najbliżej domu. Niech Was to nie zwiedzie, bowiem trasy przygotowywane przez ten zespół są zazwyczaj bardziej wymagające niż te zlokalizowane w potencjalnie ciekawszych rejonach Polski.

 

Nie inaczej było tym razem. Trasa z pozoru mniej ciekawa - na mapie rysowało się sporo prostych linii. Interesujący był za to profil. Początek miał być dość selektywny, tak na dzień dobry. Spora, środkowa część nieco szybsza i płaska, za to najlepszą zabawę miały gwarantować ostatnie 6-7 km pętli. Organizator zapewniał, że trasa jest soczysta i naprawdę wymagająca - nie miałem powodów, żeby nie wierzyć. Nastawiłem się na ostrą walkę, szczególnie patrząc na zawodników, którzy ustawili się obok w sektorze.

Zdjęcia robiła Weronika "Żonofix" Borowicz ;)

Taktyka była jednak prosta i raczej defensywna, przynajmniej na pierwszą pętlę. Po "wystrzale" nie było miękkiej gry. Do walki rzucili się zawodnicy mocno przyzwyczajeni do tego typu rywalizacji - od początku ogień. Ja starałem się jechać nie wychylając się, choć tempo momentami trzeba było podkręcić. Nie wiedziałem też zupełnie, na co stać rywali jadących obok - dawno nie mieliśmy okazji się ścierać :)

 

Moja postawa mocno ostrożna wynikała też z faktu niezbyt dobrej dyspozycji. To był jeden z tych dni, kiedy czujesz się dobrze, jesteś przygotowany, wszystko niby gra, ale noga nie idzie. Szczególnie, gdy trzeba było docisnąć - kicha. Ostatnie dni nie były jednak sprzyjające.

 

Na ostatnich kilometrach pierwszej pętli nieco docisnąłem. Wtedy bardzo mocno poczułem, jak nogi nie chcą współpracować :P O dziwo, starczyło na odjazd, dość szybki. Po chwili nie miałem nikogo za plecami. Miałem za to jednego towarzysza przede mną, którego kompletnie nie dostrzegłem wcześniej w wyścigu. Na koszulce widniał mały znak "AŻ". No tak, no to pozamiatane :D

Adam Żuber to zawodnik, którego większości chyba przedstawiać nie trzeba. No dobra, kiedyś na kole dojeżdżałem, to może dziś gorzej nie będzie?

Było. Gorzej to mało powiedziane. Adam zaatakował zaraz na początku drugiej rundy, kiedy zaczęła się sekcja mocnych podjazdów, singli i trzymających prostych. Pierwszą hopkę przetrwałem, ale potem sylwetka Adama zmniejszała się coraz bardziej... Metr, dwa, pięć, dziesięć... Na chwilę dojechałem bliżej na krętym, szybkim zjeździe, ale na kolejnych zmarszczkach trasy ostatecznie strzeliłem. Wywaliło mi korki, obraz się rozkalibrował. I to fatalne uczucie, kiedy wydolnościowo i mentalnie chcesz i możesz drzeć dalej, ale nogi po prostu nie mają z czego.

W jednej chwili musiałem przestawić się z walki o zwycięstwo na walkę o to, by grupa pościgowa mnie nie dopadła. Z każdym kolejnym kilometrem jechało mi się coraz gorzej i ciężej. Skupiłem się po prostu na zmuszaniu się do utrzymywania pewnych minimalnych zakresów mocy, które powinny mnie dowieźć do mety jakkolwiek sensownie. Problem miał się zacząć, kiedy we wstecznym widziałbym zbliżających się zawodników. To jednak nie nastąpiło. Trochę odżyłem, o dziwo, na ostatnich hopkach i sekcjach.

Na kreskę wjechałem ujechany i wkurzony, bo wiedziałem, że powinno było mnie stać na wiele więcej. Ale nie dziś. Tak bywa.

Na finiszu pocieszył mnie widok foto-Zbyszka, który zawsze miło wbije mi jakąś szpilę. Szczególnie lubuje się w moich 2-gich miejscach. Bawią go najbardziej ;) Wtem! Gratuluje mi wygranej. No jakiej wygranej, jak Adam... No nie, "AŻ" jechał poza klasyfikacją, jako zawodnik z lic. Elity.

Czyli dostawszy srogi wpie***l wygrałem wyścig. Oficjalnie.

 

Więc oficjalnie wygrywam wyścig M Liga startujący spod urokliwej stadniny w Dąbrówce. Od zawodnika który był, ale go nie było dostaję srogi łomot, ale okazuje się, że grupa za mną też miała chyba gorsze momenty.

Trochę nie wiem czy się cieszyć czy płakać.

 

Tak czy inaczej, za tydzień luźno zaplanowany, treningowo-sentymentalny start w Puławach (mam nadzieję, że nie na orientację), który zakończy pierwszą część sezonu wyścigów krótszych i dynamicznych.

Niedziela Poniedziałek Wtorek Środa Czwartek Piątek Sobota Styczeń Luty Marzec Kwiecień Maj Czerwiec Lipiec Sierpień Wrzesień Październik Listopad Grudzień