Bartosz Borowicz relacja Wawer

Bartosz Borowicz

Chcąc nie chcąc, ostatni wyścig z cyklu M Liga okazał się być ostatnim w tym sezonie w ogóle. Planowałem jeszcze wystartować w wyścigu, który w zeszłym roku był świetny ? w Sobótce Bike Maratonu.

Niestety w ostatni weekend trochę mnie ?pozamiatało?. Pomału dochodzę do siebie, ale rower na razie poszedł w odstawkę. Czas zatem kończyć, a na podsumowanie sezonu będzie jeszcze chwila.

 

Tymczasem krótka relacja ze wspomnianego wyścigu finałowego M Liga, który odbył się 25 września w Wawrze.

 

Tegoroczna trasa wyścigu jak zwykle nie zawiodła. Nie za trudna, nie za łatwa - jak określał ją organizator. Faktycznie, nie zawierała szczególnie wymagających fragmentów, jednak też nie pozwalała się nudzić. Jak bardzo była wciągająca, niech świadczy krytyczny błąd, który popełniłem, zaliczając mega bombę. Ale o tym zaraz.

 

Na starcie jak zawsze mocne nazwiska. Jeszcze przed startem było wiadome, że łatwo nie będzie, a miejsce na podium w klasyfikacji Open będzie niewątpliwym sukcesem.

Zaczęło się niewinnie, w dużej grupie.  Dynamika trasy pomału zabierała kolejnych zawodników z czołowej grupki. W końcu zostałem w czubie z Łukaszem Góralewskim (K.k. Catena Wyszków) i dwoma chłopakami z Kamyk Radzymin MTB Team (Filipem Surdykiem i Bartkiem Niebielskim). Bartek miał problem z zsuwającą się sztycą, przez co w pewnym momencie odpadł z rywalizacji o topowe miejsce.

Współpracując, nadawaliśmy naprawdę solidne tempo. Niestety, w pewnym momencie walnęliśmy trasę? Trochę zawracania i szukania  właściwej ścieżki kosztowało naszą trójkę stratę prowadzenia na koszt muszkieterów z Elvelo Factory Team. Filip z naszej (goniącej tym razem) grupki nadał takie tempo pościgowe, że czasem trudno było go utrzymać : )

Całe szczęście długie fragmenty leśnych, dynamicznych singli sprzyjały mi i nie miałem problemu z utrzymaniem tego zapieku. Przeszliśmy Team Elvelo, na nowo odrywając się z przodu. Niestety, po kolejnych sekcjach szybkich i płaskich zaczynałem mieć problemy. Z mocą, tak po prostu. Coraz mniej w nogach, a coraz większe potrzeby, bo Łukasz i Filip nie odpuszczali.

Odpadłem od Nich dosłownie na 3 km przed metą, cały czas mając w zasięgu wzroku.

 

Musiałem zadowolić się trzecim miejscem na mecie. Trudno. Ale walka był świetna, wyścig naprawdę dobry. Czułem jednak mały zawód, bo głowa chciała, mogła więcej.

Nie pamiętam kiedy ostatnio dopadła mnie taka bomba, osłabienie. Wszystko stało się jasne, kiedy przy samochodzie przebierałem się. Z kieszonek wyjąłem prawie wszystkie, niezjedzone żele?

Wkurzyłem się na siebie, ale przede wszystkim niedowierzałem. Kwestie dietetyczno- żywnościowe są dla mnie bardzo istotne. Ogarniam te tematy naprawdę zacnie. Co się zatem stało?! Nie mam pojęcia. Najnormalniej w świecie zapomniałem sięgać po energię, która w naturalny sposób kończy się po ok. 1,5h. Nawet po świetnym ładowaniu przed wyścigiem.

Tak, tak, też znam zawodników, którzy potrafią gnieść korby 3 godziny bez nawet popijania. Ale ja się do nich nie zaliczam. Szczególnie z wagą i ssaniem utrzymanym jeszcze z MP : )

 

W tym sezonie nie planowałem robić żadnej generalki. Chciałem jednak zaliczyć wszystkie edycje M Ligii, jako najciekawszej z lokalnych (w mojej opinii) serii.

Cieszę się jednak, że udało się wygrać generalkę w kategorii oraz Open na najdłuższym dystansie (wielka szkoda, że oficjalnie nie była prowadzona kwalifikacja Open ? najważniejsza dla zawodników?).

 

Teraz chwila oddechu i odpoczynku. Na podsumowania i snucie planów będzie jeszcze czas.

Niedziela Poniedziałek Wtorek Środa Czwartek Piątek Sobota Styczeń Luty Marzec Kwiecień Maj Czerwiec Lipiec Sierpień Wrzesień Październik Listopad Grudzień
  • Register

New Account Register

Already have an account?
Log in instead Lub Reset password